W celu uczynienia strony internetowej bardziej użyteczną i funkcjonalną, używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne
ze zgodą użytkownika na ich stosowanie. Dowiedz się więcej lub zmień ustawienia plików cookies.
Murzyni pana Mirka. Czy działacz PO M.Skorupski handluje ludźmi?

 Działacz PO ściąga do Polski stu piłkarzy z Afryki. Bez licencji i kontroli. Ma dobrą przykrywkę – stowarzyszenie, w którym roi się od działaczy PZPN. I chwali się, że wspiera go sam premier.

Sobota 6 października. Stadion w Nowogardzie. W lidze okręgowej Iskierka Szczecin-Śmierdnica walczy z Pomorzaninem Nowogard. Joshua Pepple, 24-letni napastnik z Nigerii, nagle traci przytomność. Wstaje, gra dalej. Po chwili znów się przewraca. Tego samego dnia umiera w szpitalu.

Dzień później znany sportowy dziennikarz pisze komentarz: Joshua mógł umrzeć z wycieńczenia, bo obwożono go po polskich klubach jak cyrkowca.

Dziedzina human rights

Ilu jest w Polsce piłkarzy z Afryki?Grubo ponad setka. Najczęściej w niższych ligach. Większość przez ostatnie 14 lat ściągnął ten sam człowiek – Mirosław Skorupski. Czarnoskórzy mówią o nim „nasz agent” lub po prostu Mirek. To Mirek załatwia bilet na samolot i pozwolenia na pracę. Joshua do Polski też trafił dzięki niemu.
O działalności Mirka wie cały piłkarski światek: od lokalnych działaczy po władze PZPN. Ustaliliśmy, że zawodników sprowadza do Polski bez licencji. A kiedy piłkarze zmieniają kluby, Skorupski domaga się swojej działki.

Ile na tym zarabia? Oficjalnie nic. Oficjalnie ma dobre serce.

Dotarliśmy do zawodników Skorupskiego. Do menedżerów, z którymi pracował. Sprawdziliśmy, jak prowadzi biznes. – I co, zdziwieni? – pyta jeden z zawodowych menedżerów. – To, co robi Skorupski, to nie jest opowieść z dziedziny futbolu. To opowieść z dziedziny human rights.

Barak z Bemowa

Na warszawskim Bemowie premier Donald Tusk grywa w piłkę z kolegami. Po meczu prysznic, szatnia. Kultura. Kilkaset metrów od boiska stoi parterowy barak: kraty w oknach i drzwiach. Przed wejściem cuchnąca kanapa. Wewnątrz chłód. W drzwiach gruby łańcuch. W baraku Mirosław Skorupski trzyma: koszulki dla zawodników, lodówkę, stolik i krzesła. Pod ścianami ustawił pudła, do nich wsadził teczki. Każda teczka to zawodnik z Afryki. Grający w tej chwili to jakieś pięćdziesiąt teczek. Jeden z większych kartonów ma napis „Senegale”.

– Czasami ludzie myślą, że mówię jak rasista – śmieje się Skorupski. – A ja mówię o zawodnikach „czarni”, bo oni sami tak na siebie mówią. Blacks. Czarni. Rozumiecie?
Rozmawiamy dłuższą chwilę. Po półgodzinie menedżer zaczyna mówić o nich „Murzyni”: – Jak któryś coś na mnie powie, to ja wyciągnę teczkę. I pokażę, co on jest wart. Ci, co najwięcej mówią, to są ci, co mają cienkie teczki. Słabi gracze.

Czarny je ciastko

W baraku do września mieszkali zawodnicy z Afryki.Skorupski uważa, że „warunki mieli bajkowe”. Bo jak przychodził tu dzielnicowy, to mówił: „Panie Mirku, ja bym tak chciał mieć u siebie w hotelu policyjnym, w którym mieszkam... To pan tych skur... tak traktuje?”.

Opowiada jeden z dawnych mieszkańców baraku: – Mirek wpadał często, czasem robił zakupy. Przywoził ciastka. Ciastka są słynne na całą Warszawę. Opisał je niedawno dziennikarz sportowy Paweł Zarzeczny: „Mój znajomy sprowadza Murzynów tuzinami. Ostatnio spotkałem go na mieście, obiecał mnie podwieźć, ale mówi: musisz wziąć na kolana ciastka.
– Jakie ciastka?
– Znajomy cukiernik daje mi ciastka, których nie sprzeda, następnego dnia. I ja nimi karmię moich Murzynków. O, zobacz, czeka jeden na skrzyżowaniu, niech się z koleżkami najedzą pączków!
– Nie szkodzi im niezdrowe żarcie?
– Pawciu, oni w Nigerii jedzą surowy ryż! Dla nich to jest ziemia obiecana!”.

Jestem representative

Skorupski siedzi w piłce od czasów, gdy na Hutniku Warszawa grało się za trampki i oranżadę. Lekko licząc, od 30 lat. Potem się pochorował, potem nie szło mu w biznesie. Dziś ma tylko sklep z upominkami.

W 1998 r. Skorupski zaczął ściągać zawodników z Afryki. Za darmo – jak mówi. Żeby być menedżerem, trzeba mieć licencję FIFA i dużo gotówki, m.in. na ubezpieczenia zawodników.

Skorupski licencji nie ma. – Mogłem zrobić, ale jakoś nie zrobiłem. Nie było takiej potrzeby. Nie z piłki żyłem – uśmiecha się pod wąsem. Kiedy nazywamy go menedżerem, uśmiecha się jeszcze szerzej: – Przecież nim nie jestem! Zgodzę się na nazwę: promotor.

Swój biznes wymyślił prosto: jako firma Zilverstad prowadzi sklep z pamiątkami. Po godzinach jako Skorupski – w imieniu klubów – zaprasza do Polski graczy z Afryki. W imieniu zawodnika stara się o wizę, o pozwolenie na pracę. Zawodnicy nazywają go representative: – On [zawodnik] podpisuje mi pełnomocnictwo do tych papierkowych spraw, bo sam ich nie załatwi.Tym bardziej kluby. Małe kluby nie mają pojęcia, co i jak się robi w urzędzie.

Pytamy, co PZPN sądzi o działalności Skorupskiego. Nie dostajemy odpowiedzi.

Konsul nie daje wizy

– Na początku mieliśmy dużo piłkarzy głównie z Nigerii. Później Kamerun – wspomina Skorupski. – Ale to się skończyło jakieś dwa, trzy lata temu. Konsul w Abudży przestał im wydawać wizy.

MSZ na pytania o wizy dla piłkarzy z Afryki odpowiada dyplomatycznie, choć wymownie. W związku z nadużyciami konsulowie wielokrotnie muszą odmawiać przyznania wiz sportowcom: „W wielu przypadkach konsulowie mają do czynienia z nierzetelnymi partnerami (pośrednikami), jak i klubami. Zdarza się, że pod adresem wskazanym przez aplikantów jako adres zapraszającego nie było żadnego klubu. (...) Samym piłkarzom nie zapewnia się podstawowych warunków bytowych”.

Mówi nasze źródło z kręgów dyplomatycznych: – Tylko w jednym konsulacie w Afryce przez dwa lata pojawiło się 140 wniosków o wizy dla sportowców. Większość powiązana z tym panem. Uznaliśmy, że coś jest nie tak.

Skazani na Mirka

Z archiwów lokalnych gazet i serwisów sportowych wygrzebujemy historie o piłkarzach Skorupskiego, które nie przebiły się do ogólnopolskich mediów.

Zima 2008 r. W III-ligowej Stali Głowno wybucha afera. Ośmiu piłkarzy z Nigerii i Kamerunu dostaje tylko jedną trzecią wypłaty, resztę zabiera Skorupski. Pokazują dziennikarzom swój dom na obrzeżach miasta – warunki jak w noclegowni. Nie odchodzą, bo są skazani na Skorupskiego.

Robi się afera. Ówczesny minister sportu grzmi, że wyśle do Głowna kontrolę. Nie wysyła.

Wiosna 2009 r. Nigeryjski obrońca Kelvyn Ajuluchukwu Igwe, były zawodnik Polonii Warszawa, opowiada, jak oszukał go Skorupski: – Nie znałem wówczas polskiego, a on podsunął mi kontrakt i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Kiedy zacząłem grać, okazało się, że robię to za darmo.

Pytamy Skorupskiego o Igwe. Uśmiecha – bo piłkarze też nie są bez grzechu. Kilka razy go napadli. Pokazuje swój donos do policji na czarnoskórych, którzy „pozwalają sobie na coraz większą bezczelność wobec Polaków”. Wskazuje, że czarnoskórzy są traktowani w Polsce za dobrze. „Moje stowarzyszenia i ja sam jeszcze podejmiemy próby edukacji czarnoskórych sportowców, by wiedzieli, co im wolno, czego nie. Dla ich własnego dobra!”.

Apetyt na młodych

W branży mówi się, że najlepiej zarabia się na dzieciakach. Niepełnoletnim płaci się mało, a w przyszłości mogą zarobić dla pośrednika kokosy. Ale w 2008 r. FIFA przykręca śrubę: nie pozwala grać Afrykańczykom, którzy nie mają osiemnastu lat.

W 2010 r. Skorupski zakłada Integracyjne Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Daj Szansę. Jeden z głównych celów: lobbowanie za zmianą tego przepisu. Lista 21 osób, które zakładały Daj Szansę, jest imponująca. Są na niej Michał Listkiewicz i Eugeniusz Stanek, działacze PZPN. Jest Cezary Kucharski, poseł PO, kolega premiera z boiska. Obok Jerzego Stępnia, byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego, prawnik Maksymilian Poczman – syn i biznesowy partner Roberta Poczmana, pod koniec lat 90. nazywanego „kasjerem gangu pruszkowskiego” na Podbeskidziu. Na liście jest też Tomasz Skorupski, syn Mirosława, pracownik futbolowej spółki PL2012.

Skorupski macha ręką. Mówi, że chodziło o jeden procent. Żeby zostać organizacją pożytku publicznego. Nie wyszło. Trzeba zwijać interes. Z działalności w Daj Szansę Skorupskiemu została wizytówka. Pół kartoniku to wypis z artykułu Konstytucji RP zabraniającego dyskryminacji.

Awantura w baraku

Wieści o Skorupskim wychodzą poza światek piłkarski w lecie tego roku. Kilku mieszkańców baraku na Bemowie wymyka mu się wtedy spod kontroli. Latem 2012 r. do Polski przylatuje pięciu piłkarzy z Brazylii. Ich menedżer, Marcelo Grinblat, współpracuje ze Skorupskim. Wożą zawodników po klubach w całym kraju. Ostatecznie czterech Brazylijczyków, w tym Grintblat, ląduje w baraku na Bemowie. Mieszka z nimi jeszcze dwóch Senegalczyków: Mamadou Korou Badji i Matar Diakhate. Wszyscy mają nieważne wizy. W każdej chwili mogą być deportowani

Robi się gorąco. Skorupski boi się, że ktoś połączy go z „nielegałami”, jak nazywa ich Straż Graniczna. Po kilku tygodniach dochodzi do awantury z jednym z Senegalczyków. – I?m not your kurwa representative! – krzyczy menedżer. Wystawia walizki pięciu gości za drzwi.

Czterech z nich ląduje w International Office for Migration (IOM) – to biuro, które pomaga „nielegalom” w dobrowolnym powrocie do domów. Sam Skorupski też zjawia się w IOM. Opowiada o swoich koneksjach, chwali się nazwiskami członków stowarzyszenia. Próbuje się dowiedzieć, czy coś mu grozi. Uspokaja się – za deportacje płaci IOM. Czterej Brazylijczycy i jeden Senegalczyk wracają do domów. A po Warszawie rozchodzi się fama o działaczu PO: stoją za nim ważne persony, a on przechowuje „nielegalnych” czarnoskórych.

Mamadou Kourou Badji, wyrzucony z baraku na Bemowie, czas u Skorupskiego wspomina źle: – Nie bierze dużych stawek. Po trzy tysiące od klubu za zawodnika. I za zmianę klubu też. Nie mam z tym problemu, ale klub, w którym grałem, nie odprowadzał moich podatków. Kiedy wynająłem prawnika, Skorupski się ulotnił.

Przezroczysty dla systemu

Jak to możliwe, że Skorupski sprowadza z Afryki, kogo chce? Dlaczego, gdy piłkarze wpadają w kłopoty, to IOM albo Straż Graniczna płacą za deportacje?
To proste: dla administracji Skorupski jest przezroczysty. Kiedy pytamy o piłkarzy z Afryki, Straż Graniczna odsyła nas do Urzędu do Spraw Cudzoziemców. Urząd do inspekcji pracy. I do wojewody. Formalnie wszystko jest w porządku.

Może Skorupski jest przezroczysty, ale to budżet państwa płaci za jego działalność. Przykład? W 2011 r. przyjeżdża do Warszawy 15 Senegalczyków. Wszyscy uciekają z Polski. Kilku uciekinierów znajdują służby ze strefy Schengen. Deportują. Skorupski znów nie płaci za to ani grosza.

Działka: milion za chłopaka

Na pytania o zarobek menedżerski tylko się uśmiecha: – Nie jestem menedżerem. Podpisuję z nimi rodzaj pełnomocnictwa, ale moja rola się kończy, gdy znajdą klub.
Po chwili sam sobie zaprzecza: pokazuje pozew, którym grozi Charlesowi Uchenna Nwaogu. Żąda w nim „zwrotu poniesionych kosztów”, m.in. za mieszkanie, kartę pobytu, zezwolenie na pracę, bilet i parę tysięcy dolarów. Razem 78 tysięcy złotych!
– I wyłożył pan te pieniądze tak po prostu, bo wierzył w Charlesa?
– Tak. Myślałem, że kiedyś wypłynie. Złoty strzał będzie, wpadnie z milion euro za chłopaka. Chowałem dzieciaka.
– Ale jakby pan dostał ten milion, skoro pracuje charytatywnie?
– On by się ze mną podzielił. Mówił mi przecież: niech pan mi wierzy, ja się kiedyś z panem rozliczę.

Po chwili dopowiada. Na stu czarnych może dziesięć klubów zwróciło mu część kosztów ściągnięcia do Polski zawodnika. Z klubami umawia się na gębę, że jeśli sprzedadzą piłkarza dalej, dostanie działkę. Jeszcze nigdy nie dostał tych pieniędzy.

Dzwoni Tusk do Mirka

Od jakiegoś czasu Skorupski prowadzi akcję „Wykopmy rasizm ze stadionów” – mecze piłki nożnej połączone z akcją antyrasistowską. Pokazuje nam zdjęcia z meczu w lipcu tego roku –nad koszulką z logo Daj Szansę stoją Skorupski z Tuskiem.

– Platforma? To ja ją zakładałem w Warszawie – prycha Skorupski. – Razem z Pawłem Bujalskim [były radny, oskarżony w aferze korupcyjnej – przyp. red]. Szczerze mówiąc, jak w lipcu robiliśmy ten mecz, to największą pomoc zadeklarował pan premier. Zapłacił za stroje
zawodników.
– Kto płacił? Kancelaria Premiera?

Skorupski się zastanawia: może kancelaria, a może z prywatnej kieszeni? Opowiada, że zadzwonił Tusk i powiedział: „Mirek, stroje masz”. I przyjechał człowiek, przywiózł. Według Skorupskiego premier wydał na to pięć, sześć tysięcy.

Pytamy Kancelarię Premiera o mecz. Nie płaciła za koszulki, a Donald Tusk nie był na meczu Skorupskiego. Zdjęcie ktoś zrobił w piłkarskiej szatni, ale w innym terminie. Kto płacił za koszulki? Nie wiadomo.

Na profilu na Facebooku Skorupski pozuje z partyjnym znaczkiem PO w kształcie Polski. Na spotkanie z nami też wpina Polskę, ale inną,srebrną, z napisem „25 lat Solidarności”. – Dostałem od Wałęsy – rzuca.

Handel? Trudny temat

Eric Mwambe z Forum of African Investigative Reporters (FAIR) przygotował w 2009 r. raport „From football to finanance and crime”. Opisał mechanizm, który handlarze ludźmi stosują w transferach piłkarzy z Afryki do Europy.

Handlarze przeszukują małe szkółki piłkarskie. Znajdują chłopaków, kontaktują się z klubami w Europie,a gdy zawodnik dostanie kontrakt, pobierają z niego swoją część. Wszystko na gębę. Brzmi znajomo.

Mamadou Diouf, Senegalczyk, dyrektor programowy fundacji Afryka Inaczej: – Żeby wysłać młodego zawodnika do Europy, rodzina często zrzuca się na bilet.
Irena Dawid-Olczyk, prezes fundacji La Strada, która pomaga ofiarom handlu ludźmi: – Ci piłkarze są wykorzystywani. To typowy mechanizm uzależnienia, spotykany przy handlu ludźmi.

Danielowi Purzyckiemu, znanemu menedżerowi sportowemu, bez podawania nazwiska opisujemy działalność Skorupskiego: – Pachnie handlem żywym towarem. Ale od strony prawnej nikt się do niego nie może przyczepić.

Mirosław Skorupski rozgląda się po baraku. Od września nie mieszkają tu zawodnicy. Daj Szansę nie zapłaciło czynszu. Stowarzyszenie musi się wynieść.

– Uważa pan, że działa zgodnie z etyką, zgodnie z przepisami? – pytamy. Skorupski się zamyśla:z przepisami na pewno. Bo przecież gdyby coś było nie tak, to już dawno by siedział, prawda? Zresztą może powiedzieć pod przysięgą: – Nigdy żaden Murzyn nie dał mi złotówki. Ani dolara. Ma nadzieję, że czarni kiedyś się opamiętają i zrozumieją, kim dla nich był. A kim był? Po prostu, jak mówi, próbował pomóc paru Murzynom.

Siedzimy w samochodzie, gdy wybiega z baraku. Trzyma zezwolenie na działalność gospodarczą swojej firmy z pamiątkami. – Zobaczcie! – jest uradowany. – O, tu, tu mam wpisane! Pośrednictwo pracy!

Wojciech Cieśla, Mariusz Gierszewski

źródło: Newsweek.pl


   

Dodaj komantarz
Jan Kowalski
Dodano dnia: 15.07.2012 16:49

Just watch the afternoon quiz shows to see how dumb Britain is. OK she made a mistake but there's no need to to bully the woman the way they have. Look what Twitter bullying did to Stephen Fry.

Jan Kowalski
Dodano dnia: 15.07.2012 16:49

Just watch the afternoon quiz shows to see how dumb Britain is. OK she made a mistake but there's no need to to bully the woman the way they have. Look what Twitter bullying did to Stephen Fry.

Jan Kowalski
Dodano dnia: 15.07.2012 16:49

Just watch the afternoon quiz shows to see how dumb Britain is. OK she made a mistake but there's no need to to bully the woman the way they have. Look what Twitter bullying did to Stephen Fry.

Jan Kowalski
Dodano dnia: 15.07.2012 16:49

Just watch the afternoon quiz shows to see how dumb Britain is. OK she made a mistake but there's no need to to bully the woman the way they have. Look what Twitter bullying did to Stephen Fry.

Jan Kowalski
Dodano dnia: 15.07.2012 16:49

Just watch the afternoon quiz shows to see how dumb Britain is. OK she made a mistake but there's no need to to bully the woman the way they have. Look what Twitter bullying did to Stephen Fry.

Jan Kowalski
Dodano dnia: 15.07.2012 16:49

Just watch the afternoon quiz shows to see how dumb Britain is. OK she made a mistake but there's no need to to bully the woman the way they have. Look what Twitter bullying did to Stephen Fry.

Jan Kowalski
Dodano dnia: 15.07.2012 16:49

Just watch the afternoon quiz shows to see how dumb Britain is. OK she made a mistake but there's no need to to bully the woman the way they have. Look what Twitter bullying did to Stephen Fry.

60 tys. premii dla kochanki Kurskiego?

W ślad za romansem Jacka Kurskiego (prezesa TVP) i Joanny Klimek szły nieprzeciętne pieniądze.

Kolejny wypadek z udziałem limuzyn rządowych

Na warszawskiej wisłostradzie doszło do stłuczki z udziałem limuzyny Żandarmerii.

Balanga Misiewicza

Szastanie pieniędzmi, limuzyna, nagabywanie kobiet, propozycje pracy... To nie świat milionera, a rzecznika MON.

Jacuzzi, futerka, co potem?

Życie poselskie, każdy by o takim marzył. Nie to co szare życie przeciętnego Polaka.

Tekaem 2013
Macierewicz - Lotniczy ekspert

Tusk - Jak żyć?

Łączna ilość głosów: 3

Niesiołowski - Mirabelki i szczaw

Łączna ilość głosów: 2

Tusk - Jest moc

Łączna ilość głosów: 0

Komorowski - Jak król

Łączna ilość głosów: 0

Kaczyński - Nasz kandydat

Łączna ilość głosów: 3

Macierewicz - Lotniczy ekspert

Łączna ilość głosów: 11
Republika kolesi
Odkryła przekręt, straciła pracę

Pracownica w Departamencie Polityki Lekowej i Farmacji Ministerstwa Zdrowia odkryła, że defraudowane są państwowe pieniądze. Straciła pracę.

Tablice za 2 mln złotych

Sejm wyda 2 mln złotych na nowe ekrany, na których wyświetlane są głosowania.

Nagrody dla rządu

Beata Szydło dała 2,5 mln złotych nagród

PiSowscy radni także mają stołeczki

Sześciu radnych (z siedmiu będących w sejmiku kujawsko-pomorskiego) ma intratne posadki.

Kamienica za 6 mln sprzedana za grosze

Kamienica warta 6 mln została sprzedana kościołowi za 30 tys.

Wójt odebrał policji komputery

Wójt Nadarzyna odebrał policji komputery. Czy jest to zemsta za zatrzymanie wicewójta Nadarzyna, gdy ten prowadził samochód po pijanemu?

Wizaż za 170 tys. złotych

Na co mogą wydawać politycy z naszych pieniędzy? Jak się okazuje na wizaż też można.

Kierowca pełnomocnikiem premiera ds. rozwoju gospodarczego

Kierowca Kornela Morawieckiego, ojca obecnego premiera robi karierę w zawrotnym tempie.

Sumki dla szoferów

Szoferzy z ogromnymi nagrodami - od 10 do blisko 30 tys. złotych.

Obywatel B

Podzielili Polskę. Na klasę panów oraz obywateli gorszej kategorii.

Obywatel B to może być Twój głos.